Piszę

Wypadają mi myśli

Wypadają mi myśli. Z różnym natężeniem.
W zależności od nastroju i pory dnia. Raz całym garściami, raz pojedynczo.
Najwięcej znajduję przy kratce ściekowej. Wieczorem. Zaraz po prysznicu. Strumień wody przyspiesza proces wypadania. Zgarniam wtedy myśli z głowy i strzepuję. Boję się, że wszystkie mi wypadną. Czy wówczas przestanę myśleć?

Znajduję też pojedyncze myśli. Rano. Na poduszce. Chwytam je i przyglądam się im badawczo. Niejednokrotnie bawię się nimi, przeplatając między palcami. Nadaję im upragniony kształt. Często też uciekają, pozostawiając uczucie pustki. Szukam ich wtedy wśród gęstych włókien dywanu. Na próżno. Zalewają się z tłem, udając, że ich nie ma. A ja żałuję, że pozwoliłam im się wymknąć. Ponownie.

Siedzę potem na dywanie, otoczona zgubionymi myślami i zastanawiam się czy odrosną.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.