Piszę

Oczy

Zbliżył się do mnie z niewielkim bukietem polnych kwiatów, przewiązanych fioletową kokardą. Uśmiechnął się.

– Czekałem na Ciebie. – powiedział. – Trochę się spóźniłaś.

– Przepraszam. – odpowiedziałam nieco zawstydzona. – Wiesz, korki. – próbowałam się usprawiedliwić. – Dziękuję za kwiaty, piękne.

Tymczasem to nie korki były powodem mojego spóźnienia. Byłam na czas. Zaparkowałam i siedziałam w samochodzie, zastanawiając się, czy nie zmarnuję kolejnej godziny swojego życia, patrząc w niewłaściwe oczy. Teraz już wiedziałam, że niesłusznie spędziłam tyle czasu w aucie. Mogłam przyjść dużo wcześniej. Dobrze, że w ogóle zdecydowałam się wyjść z samochodu.

Nasze oczy przyglądały się sobie. Staliśmy przez chwilę w milczeniu.

– Usiądziemy? – zapytał, wskazując na kawiarnię, przed którą się umówiliśmy. – Jasne, dziękuję. – odparłam i kiwnęłam głową.

Na moment zgubiliśmy spojrzenia, żeby po chwili znów je odnaleźć. Usiedliśmy na tarasie – pogoda nas rozpieszczała. Zresztą jak ta chwila. I kawa. Rozmawialiśmy. A raczej – nie potrafiliśmy przestać rozmawiać. Kaskada słów. Nasze oczy również rozmawiały. Chciały zaglądać głębiej i głębiej. Chciały przeniknąć do środka. Chciały się poznać.

Jego oczy – mądre, rozumiejące, akceptujące, ufające, pragnęły właśnie moich. Moich oczu – niezdecydowanych, chwiejnych i „po przejściach”. Nie wierzę w miłość od pierwszego spojrzenia. Wierzę natomiast, że pierwsze spojrzenie może połączyć na zawsze nieznanych sobie ludzi.

Tego dnia odnalazłam oczy, o które modliłam się, mając własne pełne łez.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.