Piszę

(Nie)dom

Stoję przed drzwiami domu, który za niedługo nie będzie mój. Wpatruję się w klamkę. Widzę wytarty przez liczne dłonie metal i drobne rysy. Mogłabym je teraz nawet policzyć. Stoję otępiała i przypominam sobie dzień naszej przeprowadzki. Pamiętam, jak przekręcił klucz w zamku i dotknął właśnie tej klamki, która uległa pod naciskiem jego dłoni. Potem jeszcze wiele razy naciskaliśmy ją podczas remontu. Są na niej moje odciski palców. Wchodziliśmy i wychodziliśmy, zapełniając dom meblami, sprzętem i drobiazgami. Zapełniliśmy dom sobą.

A teraz stoję przed tymi samymi drzwiami, wpatrując się w tę samą klamkę. Nie wiem jak zdołam zebrać się na odwagę i wejść do tego domu. To zdumiewające jak znaczenia danego miejsca zmienia się wraz ze zmianą sytuacji. Formalnie jeszcze mój dom, nieformalnie już nie, a intuicyjnie właściwie nigdy nie. Wyrywam się z osłupienia i trzęsącą ręką przesuwam suwak wzdłuż torebki. Zacina się, szarpię parę razy. Suwak rezygnuje. Szperam we wnętrzu torby. Szukam kluczy. Portfel. Szminka. Cukierek.

– Gdzie te cholerne klucze? – mówię do siebie.

Chusteczki. Telefon. Pendrive. Długopis. Notes. Klucze.

– Są. Nareszcie!

Czuję pulsujące skronie i drżenie serca. Nigdy mu tego nie powiedziałam wprost, ale wahałam się przed zakupem tego domu. Intuicja krzyczała, wręcz wrzeszczała, że nie powinnam tu mieszkać, że należy szukać dalej, że nie będziemy tu szczęśliwi. Uległam jednak pod jego naciskami. Jak zwykle. Przekonał mnie, chociaż wewnętrznie czułam, że mury tego domu nie będą moim schronieniem, że to nigdy nie będzie mój dom. Nie myliłam się.

Przekręcam klucz, moja dłoń obejmuje klamkę. Przytrzymuję ją i czekam, aż odważę się wejść. Wdech. Wchodzę do niewielkiego przedpokoju, skręcam w lewo. Nie ściągam butów. Po prawej stronie już nie mój salon. Rozglądam się w poszukiwaniu rzeczy, które chciałabym zabrać. Umówiliśmy się, że dziś przyjdę i pozbieram „moje” rzeczy. W tym momencie zdaję sobie sprawę, że nie chce już niczego z tego domu. Cokolwiek stąd wezmę, będzie mi o nim przypominało. Siadam na sofie – tej, o której marzyłam – i wyję. Łzy wręcz wylewają się ze mnie. Trudno nazwać to płaczem. Czuję niesamowitą pustkę. W zasadzie nic już nie czuje. Siedzę na tej wymarzonej sofie, czując jak każdą komórkę ciała ogrania cierpienie i niemoc. Chcę tylko wyć. Chcę nie być. Nagle słyszę dźwięk telefonu wydobywający się z torebki i przywołujący mnie do porządku. Przecieram oczy. Grzebię we wnętrzu torby. Tym razem trafiam od razu. Biorę do ręki telefon i przez łzy tkwiące jeszcze w oczach, widzę zamazane słowo „Mama”.

– Halo. – mówię.

– Kochanie, czy wszystko w porządku? Radzisz sobie? – słyszę.

– Staram się.

– Przyjechać po ciebie?

– Nie trzeba. Dam radę. W zasadzie nic nie biorę. Może parę ubrań.

Z telefonem w ręce wchodzę po schodach do sypialni po ubrania. Mijam pokój córeczki – wciąż jeszcze pełen zabawek. Muszę mu powiedzieć, żeby mi to wszystko przywiózł. Wchodzę do sypialni i na środku pokoju widzę worki, do których powrzucał ubrania – moje i małej. Nasze ubrania w czarnych workach, pogniecione. Widać, że się śpieszył. Zaczęło kręcić mi się w głowie. Wydaję z siebie głośny jęk.

– Czy wszystko w porządku? – słyszę w słuchawce, ale nie reaguję.

– Halo, dziecko, czy coś się stało? – słyszę w oddali.

– Nie… – mówię przez zaciśnięte gardło.

– Czy coś cię boli? – pyta zmartwiona.

– Tak, ludzka podłość. – odpowiadam.

– Wracaj do nas jak najszybciej, proszę – mówi mama błagalnym głosem.

– Już wracam. Biorę ubrania i jadę. Do zobaczenia.

– Czekamy. – kończy mama.

Słyszę jej cierpienie. Zabieram worki, mijam pokój dziecka, schodzę, mijam już nie mój salon. Wchodzę do małego przedpokoju. Dobrze, że nie ściągnęłam butów. Wychodzę. Ostatni raz moja dłoń obejmuje tę klamkę. Ciągle kręci mi się w głowie, a oczy zaczynają mnie szczypać. Nie chciałabym teraz zobaczyć się w lustrze. Wyobrażam sobie swój widok, do którego w zasadzie już przywykłam. Spuchnięte i przekrwione od łez oczy. Zatrzaskuję drzwi i przekręcam klucz. Już tu nie wrócę.

Wydech.

Moje odciski palców na klamce zostaną wkrótce zatarte.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.