Piszę

Kula

Stanął naprzeciwko mnie i wpatrywał się w moje oczy tak, jak nigdy do tej pory. Moje ciało zareagowało niewielkim drgnięciem. Dla niego zupełnie niewidocznym. Dla mnie – odczuwalnym na każdym milimetrze skóry. Przez parę dni błagałam go o spotkanie. Wykręcał się brakiem czasu. Dobrze znałam jego godziny pracy i wiedziałam, że popołudnia ma wolne. Chociaż teraz pewnie wolał spędzać je z nią. Nie, już nie ze mną. Ja przestałam się liczyć. I to dosyć dawno.

– Przejdziemy się? – zapytałam.

– Nie mam czasu – odpowiedział, lekko wzruszając ramionami. Pewnie nawet tego nie zauważył. Ponownie.

Wbiłam wzrok w buty i zbierałam się na odwagę, żeby po raz ostatni poprosić o możliwości powrotu do jego życia. Jak zwykle przygryzłam usta zębami. Zabolało. Uwolniłam usta z uścisku, żeby krew nie zdążyła się przebić przez cienką warstwę skóry. Wzięłam oddech. Zacisnęłam na moment powieki. Zamiast swoich słów, usłyszałam świst kuli lecącej w moją stronę. Poczułam, jak utkwiła w moim ciele. Zabolało. Nie przestałam jednak oddychać.

– To niemożliwe – pomyślałam. A może te dwa słowa wydostały się ze mnie razem ze łzami, które dotknęły mnie swoimi zimnymi palcami.

– Niestety – powiedział. – Nie chcę. Nie kocham. Chcę, żebyś w końcu dała mi spokój. Jesteś żałosna. Żal mi ciebie.

Spojrzał na mnie z politowaniem, ponownie wzruszył ramionami. Wydawało się, że tym razem zrobił to świadomie, żeby pokazać mi swoją obojętność. Obraz przede mną zaczął się zamazywać. Palce łez zasłaniały moje oczy. Nie chciały, żebym patrzyła na oddalające się ode mnie życie.

Kula rozerwała mi skórę i powodowała ból największego kalibru. Chciałam poszukać rany palcami, ale nie byłam w stanie jej zlokalizować. W ustach poczułam smak krwi.

Ciągle żyłam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.