Piszę

Niezły dramat

Zdumiewa mnie mnogość ludzkich historii. Zastanawiam się, kiedy tam u góry skończą się pomysły na kolejne scenariusze. Mają tam naprawdę niezłą wyobraźnię. Ciekawa jestem, kto wplątał mnie w tę sytuację.

Niezły dramat.

W dwóch aktach.

Osoby:

Ona – pozwana, zmęczona, podpuchnięte oczy

On – powód, nieobecny duchem, obojętny wzrok

Sędzina – kobieta po czterdziestce, stanowcza

Ławnik 1 – starszy łysiejący mężczyzna, sympatyczny

Ławnik 2 – kobieta o trudnym do określenia wieku, budząca raczej neutralne emocje

Akt I

Scena pierwsza

Ona i on znajdują się na korytarzu przed salą rozpraw. Rozwód bez orzekania o winie. Na wokandzie wielkimi literami odznaczają się ich imiona i nazwiska. Siedzą na ławkach ustawionych do siebie prostopadle i tworzących literę L, jak najdalej od siebie. Cisza. Ona patrzy na niego uporczywie, on patrzy przed siebie. Zdaje się jej nie zauważać, a przecież bez niej nic się nie wydarzy. On zakłada nogę na nogę, macha wolną stopą – w górę i w dół, w górę i w dół. Wydaje się, że sytuacja, w której się znalazł, nie wywiera na nim żadnego wrażenia. To on ich tu ściągnął. Ona nie chciała tego dramatu. Woli komedie romantyczne, chociaż i one powodują ostatnio jedynie odruchy wymiotne. I zniesmaczenie. Czekają. W końcu drzwi się otwierają i ktoś zaprasza ich do środka. Wstają niemal równocześnie. On przepuszcza ją w drzwiach. Ona za nim tęskni. Chociaż powoli zaczyna już zdawać się sprawę, że pomimo miłości nie chce, aby ten człowiek był jej mężem. Spowodował za dużo ran, które póki co się nie goją. Nie chce być już z nim kojarzona, ale chce jej się wyć. Ogarnia ją dwubiegunowe uczucie: radość, że uwolni się od tego człowieka i rozpacz, że wciąż go kocha. Zgodziła się na rozwód bez orzekania o winie, żeby jak najszybciej zakończyć ten dramat. Gdyby była silniejsza, pewnie by się na to nie zgodziła. Walczyłaby.

Scena druga

Sala rozpraw. Ona i on zajmują miejsca naprzeciwko siebie. On po prawej stronie sądu. Dołączają do nich posiłki – panowie adwokaci. Sąd sprawdza obecność i potwierdza tożsamość jej i jego. Ona nie potrafi znaleźć dowodu osobistego. Za bardzo trzęsą się jej ręce. Adwokaci wygłaszają swoje mowy, których ona nie jest w stanie zrozumieć. Słowa płyną, jedno za drugim, a ona nie potrafi ich wyłowić i ułożyć w rządku. Płyną obok. Poza nią. W tle. Siedzi i wpatruje się w niego. On nie spogląda w jej stronę – ani razu. Ona krwawi. Czuje pustkę i wewnętrzną nicość. Sędzina wywołuje go i zadaje ciąg pytań. On odpowiada, denerwuje się jednak. Miesza słowa, poprawia się. Momentami nie wie, co powiedzieć. Potem następuje jej kolej. Wychodzi na chwiejących się nogach. Pan Ławnik spogląda na nią łaskawie, blado się uśmiechając. Pani Ławnik patrzy obojętnie. Wbrew temu, co sądziła, że nie da rady, że się rozpłacze, udziela rzeczowych odpowiedzi. Zaciska zęby. Nie wie, czy on na nią patrzy, nie sądzi. Z tych wszystkich pytań dotyczących ich małżeństwa zapamiętuje szczególnie trzy.

SĘDZINA: Czy strona kocha męża?

ONA: Nie.

Myśli: tak.

SĘDZINA: Czy strona widzi szanse na pojednanie?

ONA: Nie.

Myśli: nie wiem. Chciałaby, ale wie, że jest już za późno.

SĘDZINA: Czy strona wyraża zgodę na rozwód?

ONA: Tak.

Myśli: tak. Tak trzeba. Myśli o ich córce, o ich przyszłym życiu. Ogarniają ją wątpliwości, czy poradzi sobie sama. Czeka ją dużo pracy nad sobą. Musi się poskładać. Musi poskładać życie córce. Przypomina sobie jak podczas jednej z ostatnich rozmów, chcąc jeszcze nakłonić go do powrotu, zapytała zupełnie hipotetycznie: „Czy zdajesz sobie sprawę, że za jakiś czas mogę kogoś poznać, kogoś, kto pokocha mnie i Małą? Jak będziesz się czuł w sytuacji, w której obcy mężczyzna będzie wychowywał twoją córkę”. Odpowiedział wtedy: „Będę się bardzo cieszył”. Doskonale pamięta ten ból, który przeszedł wówczas przez jej ciało. Pamięta, że nie potrafiła zaczerpnąć powietrza. Płuca odmówiły posłuszeństwa. Myślała, że się udusi. Czy słowa mogą udusić?

SĘDZINA: Dziękuję pani.

ONA: Dziękuję.

Odchodzi i siada. Wpatruje się w niego. Nie zna tamtej kobiety, zastanawia się, jaka jest. Próbuje wyobrazić sobie ich życie. Wie już, że wprowadziła się już do ich domu. Po trzech miesiącach od jej wyprowadzki. Widziała ją na tarasie, pchając wózek Małej podczas spaceru. Opalała się. Ruch na sali rozpraw sprowadza ją z powrotem. Sędzina prosi na salę świadka, który ma zeznawać w sprawie dziecka. Nie, rozwód nie zaszkodzi dobru dziecka. Świadek wychodzi. Sąd wygłasza mowę końcową i rozwiązuje ich małżeństwo. Koniec. 22 minuty. Jakie to było proste. Boli ją serce. Duszno jej. Wychodzi pierwsza z sali rozpraw, nie czekając aż on przepuści ją w drzwiach.

Akt II

Scena pierwsza

Ona siedzi na kanapie w domu rodziców na piętrze. Łokcie na kolanach, dłonie obejmują twarz. Palce nie przepuszczają łez, zatrzymują je. Płacze już po raz ostatni.

Dramat dobiegł końca. Czas na komedię w moim życiu. Niekoniecznie romantyczną. Poproszę górę o właściwy scenariusz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.