Nóż

„Mam nadzieję, że ona jest tego warta” – ostrzyłam te słowa w swojej głowie, powtarzając kilkakrotnie najpierw w myślach, potem głośno i za każdym razem zmieniając intonację tak, aby wbiły się jak najgłębiej. Chciałam, żeby bolały. Chciałam, żeby były jak nóż z hakiem, który wbiję w serce, a potem powolutku wyciągnę, rozszarpując je. Wyobrażałam sobie jego puste oczy, wpatrzone we mnie, kiedy wypowiadam te słowa. Oczy, które pozostaną nieme. Oczy, które zaczną żałować. Oczy, które będą chciały się wycofać.

Siedząc naprzeciwko niego w kancelarii, powtarzałam te słowa, poruszając niezauważalnie wargami. Nie były już tak przekonywujące. Stępiły się, ale wciąż wierzyłam w ich siłę. Podpisałam dokumenty. Wstając, rzuciłam nożem w jego stronę. Chybiłam.

Słowa, które miały niby-zabić, wywołały jedynie niby-uśmiech na jego twarzy.

Spojrzałam w dół. Czerwona plama kontrastowała z białą kartką papieru. Jej nieregularne kontury zamazywały treść. Szarpnęłam za rękojeść, schowałam nóż do kieszeni i wybiegłam, trzymając się za serce.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.