Kto ma serce z kamienia?

Autor: Katarzyna Misiołek

Tytuł: „Serce z kamienia”

Wydawnictwo: Książnica

Uwielbiam polskie autorki i polskie książki. Uwielbiam historie z życia wzięte, a zwłaszcza te, w których potrafię wyobrazić sobie siebie. Jak można się domyślić, gdy natrafiam na kobietę bohatera, uwielbiam podwójnie. Wchodzę wówczas w skórę bohaterki i udaję, że nią jestem. Ma moją twarz. I mój styl. I moją kieckę. Nawet wówczas, gdy nie do końca się z nią identyfikuję, próbuję nią być. Bawię się, eksperymentuję. Czasami chcę zaszaleć i być kobietą, którą w swoim życiu nie mogłabym być, której nawet nie lubię. Takie eksperymenty bywają bardzo odkrywcze. W książce „Serce z kamienia” Katarzyny Misiołek niestety nie potrafiłam przejrzeć się w lustrze. Wiedziałam, że nie zobaczę swojego odbicia. Wolałam stać obok.

Nie odnalazłam w książce siebie, ale zrozumiałam, że przeżycia głównej bohaterki mogłyby być moim udziałem. Chociaż ja zachowałabym się inaczej. Problemy partnerskie, niespodziewana ciąża, macierzyństwo i dylematy życiowe. Sprawy nam bliskie. Dla mnie niektóre aż tak bliskie, że złościłam się na bohaterkę, że zachowuje się stereotypowo. Chyba po prostu jej nie polubiłam. Denerwowała mnie jej bezczynność. Drażnił sposób bycia. Rozumiałam rozterki, ale jej nie uwierzyłam. Momentami chciałam nią potrząsnąć. W najprostszych sytuacjach życiowych nie potrafiła utrzymać pionu. Czasami było mi jej żal, czasami byłam na nią zła. No, dziewczyno, przecież stać się na więcej!

Kwestie, które zostały w książce poruszone, wpisują się w trudne sprawy międzyludzkie. Wierzę, że część kobiet znajdzie w tej książce siebie. Ba! Może nawet swojego męża. Życie opisane w „Serce z kamienia” rozgrywa się tuż obok. Nawet w naszych czterech ścianach. Autorka uświadamia nam, że są to kwestie dotyczące nas wszystkich i że są po prostu uniwersalne. Każdy z nas w ich obliczu postąpiłby jednak inaczej. Ja chciałam, żeby bohaterka była taka jak ja. Oczywiście niepotrzebnie. Chciałam dla niej jak najlepiej, a ona wybrała najlepiej dla siebie. Czy dobrze?

Koniec książki banalny i dosyć ckliwy. Liczyłam na bardziej przewrotne zakończenie, a nie to z serii „i żyli długo i szczęśliwie”. Trochę szkoda, bo zapowiadało się nieprzewidywalnie. Do końca wierzyłam, że główna bohaterka podejmie inną decyzję. Zachęcałam w myślach do wzięcia życia w garść. Nie posłuchała.

Książkę czyta się w ekspresowym tempie. Łatwy, przyjemny, codzienny język. Zazdroszczę autorce łatwości i lekkości w formułowaniu myśli. Cudowna lektura do poczytania na balkonie. Język zdaje się płynąć. Czytelnik razem z nim. Odpływa.

Słowa obrazują myśli. Myśli tworzą film.

A może serial?

P.S. Po przeczytaniu książki zastanawiam się kto ma tutaj serce z kamienia. Główna bohaterka nie do końca wpisuje się w to określenie. Czyżbym to była ja?

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.