Kto próbuje zabrać nam to wszystko?

Autor: Jolanta Kosowska

Tytuł: „W piekle pandemii”

Wydawnictwo: Novaeres

„Świat już nigdy nie będzie taki sam” – tymi słowami rozpoczyna się książka Jolanty Kosowskiej „W piekle pandemii”. Pandemia rzeczywiście zmieniła nasze dotychczasowe życie, przewartościowała je, wstrząsnęła i zostawiła na pastwę dalszych wydarzeń. Wciąż jeszcze żyjemy w niepewności, wciąż nie wiemy jak strzepnąć z siebie okruchy minionych dziewięciu miesięcy. Cytat ten odnoszę jednak do całości przeżywania życia. Przecież świat sto lat temu był inny. Był inny 50 lat temu. Przypisujemy pandemii wielkie znaczenie, bo chwyciła znany nam świat za gardło, podniosła do góry i wciąż nie chce postawić na nogi. Miniony czas był zdumiewający, pełen niepokoju i zmian. Zmian, które nie dokonałyby się, gdyby nie pandemia.

Książka Jolanty Kosowskiej to zapis początku pandemii z perspektywy paru osób. Osią pozostaje jednak Oliwia, która z dystansu Toskanii patrzy na ręce pandemii, zacieśniającej swój uścisk na dobrze znanym do tej pory świecie. Ze stron wylewa się tęsknota, smutek i melancholia, przeplatane drobnymi iskierkami miłości i nadziei. To właśnie miłość i nadzieja dają siłę do walki w świecie, który na naszych oczach zmieniał twarz. Świat nie do końca idealny stał się teraz wrogi i agresywny. Jak bezdomny pies szczerzący zęby, marzący jednak o czułym dotyku. Dlaczego stał się agresywny? Dlaczego postanowił nas ugryźć? To właśnie śmiercionośny uścisk pandemii zmienił oblicze naszego świata.

Dotyk pandemii zmienił jednak nie tylko oblicze świata, ale również nasze. Ludzie pragnęli bliskości drugiego człowieka, czułości i solidarności. Zaczęli doceniać to, co mają i cieszyć się z drobiazgów. Oprócz pytań dotyczących przyczyn i celowości pandemii pojawiły się pytania o przyszłość – jakże teraz niepewną. Nasze życie zaczęliśmy dzielić na czas „przed” i czas „teraz”. Ten „przed” wydawał się nam snem. Zapominaliśmy o poprzednim życiu. Nasze życie składało się ze strachu i obaw, ale również z pragnienia dzielenia się z innymi. Izolacja i samotność stały się największą bolączką.

Te binarne uczucia zaklęte w słowa, zdania i poszczególne rozdziały zabrały mnie w podróż w czasie – do marca, kiedy z wypiekami na twarzy oglądałam wiadomości, pełna niedowierzania. Przypominałam sobie swoją bezradność i strach, który wszedł do mojego domu. Najgorsza była wówczas niewiedza. Pytania kłębiły się w mojej głowie. Nad moim dotychczasowym spokojem zawisły burzowe chmury. Tak. Burza w końcu nadeszła. Książka „W piekle pandemii” bardzo starannie i celnie nazwała całe spektrum uczuć, które z pewnością zawładnęły nie tylko mną. Jolanta Kosowska wspaniale pracuje słowem, budując emocje, a przepiękne opisy przyrody i miejsc wzmacniają efekt głębi uczuć. Opis Wenecji – tej „ z przed” i „w czasie” pandemii na długo pozostanie w mojej pamięci. Taką Wenecję z początku pandemii zapamiętałam, tą z czasu pandemii widziałam jedynie w telewizji, ale samo wyobrażenie pustki i otchłani wystarczy, aby na chwilę przystanąć i poczuć obezwładniającą próżnię.

Książka jest również testamentem pracy lekarzy, których misja pociągnęła za rękę w stronę wroga, odciągając tym samym od rodzin i bliskich osób. Jesteśmy świadkami poświęceń i żalu, wyboru między bezpieczeństwem a służbą ludziom. Wyboru, przed którym nie chciałabym być postawiona, a który dla lekarzy był nieraz oczywisty. Czuję smutek rodzin pracujących w tym czasie lekarzy, czuję obezwładniający strach, poczucie odrzucenia i osobiste dramaty. Priorytety przestają być oczywiste w czasach, w których tak naprawdę oczywiste nie jest już nic.

Na szczęście serce świata nie przestało bić. Serce mojego świata będzie biło tak długo jak moje, serce całego świata dużo dłużej. Zwolniło jedynie na chwilę. Miało przejściowe problemy. Arytmię. Zaburzenia rytmu wywołane nadmierną pobudliwością, nadmiernym reagowaniem na bodźce – na uścisk pandemii. W książce Jolanty Kosowskiej obserwujemy pracę serca świata, ale również bohaterów i ich otoczenia, sami czujemy śmiercionośny uścisk pandemii, która z błyskiem w oku unosi wyżej i wyżej. Autorka doskonale opisuje uniwersalne lęki i obawy, które towarzyszyły ludziom w tym trudnym okresie; które nie do końca jeszcze wygasły.

Przyduszony przez pandemię świat został zaintubowany. Powoli dochodzi do siebie. Wciąż jeszcze widoczne ślady cierpień i tragedii zbledną z biegiem czasu. Świat znowu zacznie samodzielnie oddychać, ale my nie zapomnimy.

P.S. Książka przeczytana w ramach Book Tour zorganizowanego przez „Czytam dla przyjemności”.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.