Kto się bawi w chowanego?

Autor: Miroslav Šašek

Tytuł: „Oto jest Londyn”

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dwie Siostry

Muszę przyznać, że nie przepadam za zabawą w chowanego. Zostałam jednak poproszona o przyłączenie się do zabawy i nie wypadało mi odmówić. Zwłaszcza, że pewna osóbka ciągnęła mnie za rękaw.

No, chodź już, chodź. wołała.

Idę, idę. powiedziałam i spojrzałam na panoramę Londynu.

Schował się. stwierdziła moja mała towarzyszka. Szukamy!

Na szczęście mgła opadła i obraz wydawał się dosyć przejrzysty.

Idziemy. stwierdziłam, widząc rozbiegany wzrok mojej towarzyszki podróży, oznaczający początek poszukiwań. Poszłyśmy. Już na początku spotkałyśmy londyńskich policjantów, których co prawda mogłyśmy zapytać o drogę, ale przecież nie wiedziałyśmy dokładnie, gdzie mamy się udać, żeby go znaleźć. Trafiłyśmy do City of London, minęłyśmy pomnik Temple Bar Memorial i pobiegłyśmy w kierunku Saint Paul’s Cathedral. Nie ma go. Idziemy dalej i mijamy kościół Świętej Etelburgi, Monument oraz targ rybny Billingsgate. Przystajemy na chwilę, żeby przyjrzeć się czerwonemu piętrowemu autobusowi. Nie mamy czasu na przejażdżkę. Może innym razem. Zresztą, kolejka do autobusu nie wróży dobrze. Potem mijamy Piccadily Circus, teatr Drury Lane oraz kościół Świętego Pawła. Po drodze jeszcze Covent Garden i pałac Świętego Jakuba i oto patrzymy na pałac Buckingham. I nagle go zauważamy. Jest! Robi zdjęcie gwardziście w bermycy. My też na chwilę przystajemy i podziwiamy wielką włochatą czapkę. Gwardzista ani drgnie. W przeciwieństwie do niego, bo gdy tylko się odwracamy, znowu go gubimy i rozpoczynamy zabawę na nowo. A może to nie był on? Dochodzimy do Trafalgar Square i liczymy gołębie, mijamy opactwo Westminister i przyglądamy się wysokim wieżom. Nagle wyłania się budynek Parlamentu i zapominamy, że zabawa jeszcze trwa. Nie możemy oderwać wzroku od tego olbrzymiego budynku i wieży z Big Benem. Nagle sobie przypominamy, że przecież ciągle go nie znalazłyśmy. Zauważamy Tamizę i przez chwilę zastanawiamy się, czy nie skusić się na rejs po rzece. Postanawiamy jednak iść dalej. Odwiedzamy Tower of London, mijamy dzielnicę Greenwich, pijąc w pośpiechu herbatkę z mlekiem (już 16.00!) i przez chwilę wydaje się nam, że go widzimy. Ogrody Kensington, Hyde Park. W końcu metro i krótka przejażdżka. Grosvenor Square, ulica High Holborn, zoo, stadion Lord’s. Gdzie on się podział? Chelsea Hospital, park Battersea, Royal Albert Hall. Postanawiamy zajrzeć do muzeów. Jest! Podziwia Puffing Billy, potem aeroplan braci Wright, by na końcu przystanąć przy mumiach egipskich. Znalazłyśmy go! Zabiera nas jeszcze w parę miejsc. Przechadzamy się cichymi uliczkami Londynu, podziwiamy budynek sądu oraz Scotland Yardu. Nagle zaczyna padać, a my nie mamy parasola. Och, jakie to szczęście, że nasz Mały Przewodnik go ma!

Tym Małym Przewodnikiem jest chłopiec, który zabiera nas do Londynu sprzed 50 lat. Podążamy jego śladami, zwiedzając najważniejsze miejsca w Londynie. Poznajemy również ciekawe i zabawne fakty na temat stolicy Wielkiej Brytanii. Ten Mały Przewodnik to jeden z bohaterów książki „Oto jest Londyn” Miroslava Saska, książki nietuzinkowej i znacznie różniącej się od innych podobnych propozycji dla dzieci. Przenosimy się do Londynu sprzed lat i pomimo tego, że niektóre informacje są już nieaktualne (mamy wykaz zmian mających miejsce w Londynie na końcu książki), nie możemy oprzeć się wrażeniu, że ten Londyn znacznie bardziej się nam podoba niż ten dzisiejszy. Widzimy panów w melonikach, nianie z wózkami przechadzające się po parku, ludzi pijących herbatkę w parku. Jesteśmy uczestnikami życia Londynu sprzed 50 lat, jakże spokojniejszego i mniej chaotycznego, chociaż wciąż gwarnego. Przenosimy się w czasie. Całości dopełniają ilustracje samego autora oddające w pełni klimat miasta. Już dawno nie widziałam równie gustownych i eleganckich ilustracji dla dzieci, biorąc pod uwagę dzisiejsze tendencje do kiczu i przesady. Prostota, umiar, wierność przekazu, a zarazem humor i polot. Dzięki tym ilustracjom książka tętni życiem – tak jak sam Londyn!

Nasz Mały Przewodnik po Londynie zabrał nas na długi spacer. Co jakiś czas chował się tylko po to, żeby zachęcić nas do dalszego poznawania miasta i pojawiał się w najmniej oczekiwanym momencie.

Wspominałam, że nie lubię zabawy w chowanego. Muszę jednak przyznać, że ta zabawa, na którą dałam się namówić dzięki mojej towarzyszce, okazała się bardzo owocna. Chętnie pobawię się jeszcze raz. Już nie trzeba mnie namawiać.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.