Onna i jej myśli

Weszły do mojej głowy i nie dawały spokoju. Te myśli. Strasznie natrętne. Nawet nie wiem, kto je tam wpuścił. Na pewno nie ja.
Myśl nieproszony gość. Wszyscy znamy to uczucie, kiedy odwiedza nas średnio lubiana przez nas osoba. Nie wypada nie wpuścić. W końcu siedzi ten nieproszony gość na kanapie w salonie i popijając kawę przytacza historie, którymi nie jesteśmy do końca zainteresowani. Zdarza się jednak, że nieproszony gość porusza nagle interesujący wątek. Zaczynamy słuchać. W końcu nas pochłania. I tak właśnie ta myśl, niejako przez zasiedzenie, stała się stałym lokatorem. Przyzwyczaiłam się, że tam jest.
Myśl włamywacz. Sądziłam, że dobrze zamknęłam. Dobry włamywacz bierze najcenniejsze rzeczy. Co więcej, doskonale wie, gdzie są ukryte. Czyżby był tu wcześniej? Myśl ta nie tylko wiedziała, w którym miejscu ukryłam cenne wspomnienia, ale przede wszystkim całkiem sprytnie wszystkie je pozbierała. Niezła kolekcja, nie ma co.
Myśl terrorysta trzymająca mnie na muszce. – Otwieraj, bo cię zabije! Otwarłam.
Myśl małe dziecko ciągnąca mnie za sukienkę. – Pobawisz się ze mną? – Tak, bardzo chętnie.
Nie sposób im było nie ulec. Myśli te utknęły gdzieś między zwojami mojego mózgu. Przestałam z nimi walczyć. Polubiłam ich obecność. Polubiłam nieproszonego gościa, proponując kolejną kawę, włamywacza pokazując kolejne skrytki, terrorystę, który działał przecież w imię wyższego dobra, a nawet to małe natrętne dziecko, bo przecież sama nim jestem, tylko nieco większym.
To właśnie oni nakłonili mnie do pisania.
– Poproszę jeszcze jedną kawę!
– Czy na pewno zebrałem całą kolekcję?
– A spróbuj mi się wyrwać!
– Ja chcę! Ja chcę!
A teraz słów mi brak.
– Spokojnie – usłyszałam. – Na słowa przyjdzie czas.

Lubię gonić myśli. Większość łapię gdzieś pomiędzy śniadaniem, pracą i obiadem. Zamykam je wtedy na ekranie komputera. Niektóre, te bardziej sprytne, uciekają. Wracają wieczorami, zerkając nieśmiało i prowokując mnie do zabawy w chowanego. Bawię się. Śledzę je rozbieganym wzrokiem. Gdy zmęczona i zrezygnowana siadam na kanapie i głośno oddycham krzycząc „Poddaje się!”, wychodzą ze swoich kryjówek i siadają mi na kolanach. Niosę je potem w ramionach, nieco już śpiące, uważając, żeby ponownie nie umknęły i zastanawiam się, gdzie leży mój laptop.

Próbuję te myśli układać w słowa. Myśli o nieszczęśliwej miłości, rozpadzie małżeństwa, zdradzie, samotnym macierzyństwie, poczuciu bezsensu i wszechogarniającym smutku. Myśli o miłości, wierze w celowość wszystkich przeżyć i spokoju. Myśli o małżeństwie i bliskości. Myśli o szansach, jakie niesie życie. Myśli, które z czasem stały się radosne.

Po paru latach szukania i oswajania myśli, przyszedł czas na słowa. Układam je fragmentarycznie tworząc zapis swoich przeżyć pod tytułem „Słów mi brak”. Piszę również wiersze, które niosą moje myśli. Wzbogacam swojego bloga recenzjami książek, które czytam i zdjęciami. Od niedawna prowadzę również spotkania autorskie oraz nietuzinkowe rozmowy o literaturze.

Zapraszam Was bardzo serdecznie!